Rysiu dziękujemy [*]

Desktop4Niespełna miesiąc temu dostaliśmy smutną wiadomość. Bardzo trudno jest się z nią pogodzić. Odszedł nasz przyjaciel, nasz rehabilitant – nasz Rysiu. Nie wierzyliśmy i nie chcieliśmy wierzyć… nie potrafiliśmy.

Mija czwarty tydzień gdy nie puka do naszych drzwi, gdy nie dzwoni, gdy nie rozbrzmiewa w naszym domu jego ciepły głos i nie widzimy jego dobrych oczu. Zaczynamy uświadamiać sobie, że ten wypadek zdarzył się naprawdę, nigdy tego nie zrozumiemy, po prostu po ludzku się nie da. Jakże Go nam brakuje.

Przepełnia nas ból i tęsknota, ale w tym całym cierpieniu zaczynamy dostrzegać inną stronę – wdzięczność i zadowolenie, że mogliśmy Go znać. Bo wielkim szczęściem jest mieć wokół dobrych ludzi. Rysiu taki był…

Był niezwykle wrażliwym i ciepłym człowiekiem, mądrym i zawsze pełnym pozytywnej energii. Miał wiele talentów, zainteresowań i pasji. Na tym obszarze znajdowaliśmy najwięcej łączących nas z nim rzeczy. Żył tak jak my młodzi jeszcze ludzie – pełnią życia czerpiąc z niego te najlepsze aspekty – przyjaźń, miłość, żeglarstwo, sport, sztuki walki Capoeira. Miał wiele pragnień – m. in. hodować alpaki, żeby móc rehabilitować dzieci. To właśnie ujmowało w nim – myślał bardziej o innych niż o sobie – troszczył się o chorych i potrzebujących. A przecież czasy w których żyjemy odznaczają się tak wielką obojętnością. U Rysia tego nie było, był człowiekiem dla człowieka. Przyciągał ludzi swoim drugim imieniem- poczuciem humoru, w jego towarzystwie każdy czuł się dobrze. Zarażał nas swoją pogodą ducha, odwagą i budującym optymizmem.

Za każdym razem przykładał ogromną wagę do ćwiczeń z Adasiem, był w tym profesjonalny i nad wyraz sumienny inicjując samodzielnie coraz to nowe ćwiczenia. Spokojny i wyrozumiały dla ograniczeń Adasia motywował go tak, jakby był trenerem olimpijskim dla naszego syna. Każde spotkanie było przyjemnym dążeniem do sukcesu, bez zbytniego pobłażania w wysiłku. Wszystkie bardziej i mniej regularne treningi sprawiały, że w Adasiu rósł duch Wojownika jakim był jego własny, prywatny Trener.

Poza sportowym wymiarem, był przyjacielem umiejącym słuchać, wspierać i pocieszać. Gdy tylko stawiał nogę w naszym mieszkaniu, wszystkie dzieci wręcz „przyklejały się” do niego z każdej strony – dzieci zawsze czują dobrego człowieka. Wielkim szczęściem było Go witać wśród nas, w naszej rodzinie. Tęsknimy za Nim bardzo…

Zawsze już będzie w naszych sercach, myślach i pamięci. Każdy pot z wysiłku, każde osiągnięcie Adasia, każde ćwiczenie będziemy dedykować Tobie Rysiu. Nie zmarnujemy tego co dla nas zrobiłeś. Do końca będziemy Ci bardzo wdzięczni. Wierzymy także, że dzieli nas tylko czas i że jeszcze sobie porozmawiamy Przyjacielu…

Adaś z Rodziną

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

* Copy This Password *

* Type Or Paste Password Here *